To moja pierwsza notka w tym miejscu. Zaczynam od A.

Autorytet to w gruncie rzeczy narzędzie nacisku na człowieka.

Każda definicja tego pojęcia wiedzie do momentu w którym jest mowa o jego roli wyzwalającej, inicjującej, inspirującej, stymulującej, mobilizującej - w przypadku jego pozytywnego wpływu na jednostkę, lub podporządkowywującej, ujarzmiającej, wymuszającej, represyjnej - wówczas kiedy wpływa on negatywnie na człowieka. W obu przypadkach mamy do czynienia z pochodzącą z zewnątrz, stymulacją zachowań człowieka z modelowaniem jego zachowań według czyjichś oczekiwań. Autorytet jest zatem narzędziem wpływu umożliwiającym manipulację człowiekiem i całymi społeczeństwami w kierunku oczekiwanym przez inżynierów dusz. Narzędzie to jest niezbędne do subtelnego utrzymywania w ryzach społeczeństw z ich aspiracjami do wolności. Ponieważ wraz z końcem totalitaryzmów nie dało się już dłużej podporządkowywać ludzi ramom, ograniczeniom i zakazom narzuconym bezpośrednio przez państwa, nastąpił zwrot ku technologiom "fabrykowania zgody". Przemysł public relations , który powstał w UK i USA w latach 20-tych XX wieku, produkuje (w najściślejszym sensie tego słowa) zgodę, akceptację, podporządkowanie społeczeństw. Kontroluje idee, myśli i umysły. W stosunku do totalitaryzmu to duży postęp: dużo przyjemniej być poddanym reklamie niż torturom.

PR - public relations, albo - mówiąc inaczej - fabryka opinii czy też propaganda tworzy system kontroli społeczeństw demokratycznych który jest niezwykle skuteczny; sączy obowiązującą linię przewodnią, jak powietrze, którym oddychamy. Nie dostrzegamy go, może wydawać nam się, że jesteśmy w samym środku niezwykle żywiołowego sporu a nawet, że sami decydujemy o sobie i swoich wyborach. W gruncie rzeczy działa to o wiele sprawniej niż w systemach totalitarnych. "Linia" nie jest nigdy przedstawiona jako taka - ona jest milcząco założona. W pewnym sensie uprawia się swego rodzaju "pranie mózgu na wolności". Nawet "gorące" debaty w dominujących mediach, w ramach założonych z góry parametrów trzymają w ryzach liczne przeciwstawne punkty widzenia. Inteligentny obserwator o krytycznym umyśle łatwo wyłapuje fikcję takich "debat" w których tak naprawdę nie ma rzeczywistej polaryzacji poglądów. Byłoby to niepoprawne politycznie a uczestnicy sami wyczuwaliby, że niebezpiecznie odstępują od obowiązującej linii.